Giulio Andreotti to wielokrotny premier i minister wielu rządów Włoch w powojennej historii tego kraju. Polityk jednocześnie podziwiany i znienawidzony. Dziennikarze nazywali go czarnym papieżem , salamandrą, belzebubem. Przeciwnicy polityczni oskarżali go o związki z mafią, masonerią i terrorystami. Dla wielu taka reputacja byłaby końcem kariery politycznej. Boski Giulio trwał jednak niewzruszony na piedestale władzy niczym Zeus na Olimpie. Otaczający go współpracownicy to miernoty. Czasami jednak są użyteczni.  Nawet geniusz nie może wszystkiego zrobić sam. Ten pragmatyk i lider Chrześcijańskiej Demokracji  w swych działaniach był bezwzględny, aby osiągnąć sukces. O wątpliwościach czy działamy w zgodzie z etyką  czasami trzeba zapomnieć. Tacy ludzie jak on są stworzeni do działania w polityce. Inny świat dla nich nie istnieje. Kontemplacja wizerunku politycznego geniusza  jest pełna ironii. Andreotti na początku lat 90-tych przestaje być osobą publiczną. Nawet on  nie jest teflonowy wobec oskarżeń o korupcję. Scena polityczna nie znosi próżni . Kto go zastąpi? Może Silvio Berlusconi.

Toni Servillo w roli boskiego Giulio stworzył spektakl jednego aktora-polecamy.

Share: